Dziś to nie do pomyślenia. Tak wyglądały porody naszych prababek

Nie było szpitali, a lekarza wzywano tylko w ostateczności. Poród na wsi to świat domowych metod, babki położnej i zaskakujących zwyczajów, które dziś mogą wydawać się nie do pomyślenia.
Porody na wsiach szokują do dziś. Tak rodziły nasze prababki

Jak wyglądały porody naszych prababek w XIX wieku?

Poród na dawnej polskiej wsi był wydarzeniem, które łączyło w sobie codzienność, tradycję i głęboko zakorzenione przesądy. Kobiety rodziły w domach, najczęściej na sienniku lub słomie, a za opiekę nad rodzącą odpowiadała „babka położna” – zwykle starsza, doświadczona kobieta z sąsiedztwa. Lekarza wzywano tylko w wyjątkowych, trudnych przypadkach. Jak radził Władysław Ściborowski w „Poradniku dla niewiast wiejskich z 1866 roku” przytoczony w materiałach na instagramowym profilu galicyjskie_drzewo:

Na sienniku lub słomie położyć płachtę na kilkoro złożone, żeby nie przeciekała. Psy, koty, drób na czas porodu z izby wypędzić. Babka nie powinna za często dotykać części rodnych, bo łatwo o zapalanie. Przed każdym badaniem powinna posmarować palce oliwą, masłem lub tłuszczem wieprzowym. Po badaniu ręce winna obmyć, a przynajmniej obetrzeć.

Takie zalecenia miały chronić rodzącą przed infekcjami, choć higiena była daleka od dzisiejszych standardów. Po porodzie kobieta powinna odpoczywać w łóżku przez dziewięć dni, choć silniejszym gospodyniom lekarz w poradniku pozwalał wracać do lżejszych prac wcześniej.

Czytaj też: Mieli ich pod dostatkiem, ale nigdy nie jedli. To był towar luksusowy na polskiej wsi

Cebula na pępek, spirytus i… mąż przy łóżku

Poród był nie tylko fizycznym, ale i społecznym przeżyciem. Gdy nadchodził czas, babka położna przejmowała dowodzenie – wypraszała z izby dzieci i domowników, przygotowywała łóżko, a rodzącą układała na wznak, podkładając pod głowę pierzynę i poduszkę. Bóle porodowe łagodzono domowymi sposobami: do pępka przykładano cebulę, a rodzącej podawano do żucia posiekany czosnek lub cebulę. Jeśli to nie pomagało, babka nacierała położnicę czosnkiem pod nosem lub podawała odwar z naci pietruszki i cebuli. Dla przyspieszenia porodu podkładano pod krzyże kłębek przędzy, a w razie silnych bólów podkadzano rodzącą spirytusem lub dymem z palonej cebuli. Co ciekawe, w tych chwilach mąż nie był tylko biernym obserwatorem – często podtrzymywał żonę, a nawet zapraszał sąsiadów, by palili tytoń przy łóżku, wierząc, że dym przyspieszy narodziny. W trudnych przypadkach babka mówiła: „Cierpcie oboje!”, wzywając męża do wspólnego przeżywania bólu.

Klątwa zrośniętych owoców. W co wierzyły nasze prababki, będąc w ciąży?
Ciąża na dziewiętnastowiecznej polskiej wsi była stanem, który balansował na granicy magii i twardej, często brutalnej rzeczywistości. Choć dziś zakaz jedzenia ryb czy unikanie patrzenia na zmarłych brzmią jak niezrozumiałe zabobony,...

Jak wyglądały pierwsze chwile po porodzie?

Jak możemy przeczytać na portalu wielkahistoria.pl. poo narodzinach dziecka babka położna obwiązywała brzuch matki ręcznikami i podawała jej grzaną na maśle lub słoninie wódkę, by wzmocnić organizm. Łóżko położnicy było natychmiast prześcielane świeżą słomą, a wszelkie nieczystości usuwano, wycierając je słomą – nigdy szmatą czy miotłą, bo wierzono, że to może zaszkodzić dziecku. Wśród licznych przesądów szczególne miejsce zajmowały rytuały chroniące matkę i noworodka przed „boginkami” – pod poduszkę rodzącej wkładano ślubne spodnie męża, a łożysko zakopywano pod frontową ścianą domu, pępowiną do góry. Wierzono, że niewłaściwe postępowanie z łożyskiem może odebrać kobiecie płodność lub zaszkodzić jej zdrowiu. Te praktyki, choć dziś wydają się egzotyczne, były nieodłączną częścią życia na wsi i świadectwem troski o bezpieczeństwo matki i dziecka w czasach, gdy medycyna była poza zasięgiem większości rodzin.

Polecamy: Domowe sposoby na przeziębienie? Te rozwiązania stostowały nasze babcie!

Źródła: Instagram/galicyjskie_drzewo, wielkahistoria.pl

Czytaj dalej: