- „Śpiewające Brzdące” to niezwykle popularny format na YouTubie z piosenkami i teledyskami, które teoretycznie przeznaczone są dla najmłodszych dzieci.
- Tego typu materiały projektowane są jednak tak, aby jak najdłużej utrzymać uwagę malucha. Dlatego pełne sa jaskrawych kolorów i zmian ujęć.
- Takie treści bardzo pobudzają maluchy, więc kiedy rodzic wyłącza film, pojawia się płacz, a nawet histeria. Wszystko przez to, że nagle odcięto dziecku źródło ciągłej dopaminy.
- Skutki takiego wychowania już widać w gabinetach specjalistów.
Czy dzieci powinny oglądać „Śpiewające Brzdące”?
W ostatnich latach ogromną popularność zdobyły internetowe kanały z piosenkami dla dzieci. Przykładowo „Śpiewające Brzdące” subskrybowane są przez ponad 2 i pół miliona użytkowników. Niektóre filmiki przebiły nawet próg 100 milionów wyświetleń, co jest ogromną liczbą jak na treści tego typu. Maluchy potrafią oglądać je przez długi czas bez przerwy – dla rodziców to często wygodne rozwiązanie, w końcu dziecko jest spokojne i skupione na ekranie. Problem polega jednak na tym, że wiele z tych materiałów nie powstaje z myślą o potrzebach rozwojowych najmłodszych, lecz o tym, by jak najdłużej utrzymać ich uwagę.
‘Śpiewające Brzdące’ to treści, które mocno pobudzają, ale słabo wspierają rozwój. Jaskrawe kolory, szybkie zmiany ujęć, głośna muzyka, rytmiczne teksty piosenek intensywnie stymulują prawą półkulę mózgu – tę, która odbiera świat całościowo, bez analizy, bez porządkowania i bez głębszego rozumienia treści – zaczyna nasza rozmówczyni.
Ekspertka wyjaśnia, że im silniej i częściej pobudzana jest prawa półkula, tym bardziej wycisza się lewa półkula mózgu. – A to właśnie lewa półkula odpowiada za mowę, rozumienie języka, analizę słów i logiczne porządkowanie informacji. Dziecko słyszy więc dźwięki i melodie, które tak chętnie później powtarza, ale robi to bez zrozumienia i działa jak dyktafon. Często kończy się to nadmiernym pobudzeniem, rozdrażnieniem i trudnością z wyciszeniem. Dzieje się tak dlatego, że mózg był zalany bodźcami, a nie uczony rozumienia – dodaje.
Płacz i krzyk dziecka to dopiero początek skutków
Już samo spędzanie przez maluchy czasu przed ekranem jest mocno kwestionowane przez specjalistów. Jeśli jeszcze dodamy do tego, że dziecko ogląda na tablecie czy telefonie przepełnione mocnymi kolorami i ciągłą akcją produkcje, to sprawa staje się poważniejsza. Tego typu materiały bardzo pobudzają nierozumiejące jeszcze wielu rzeczy maluchy, więc kiedy rodzic wyłączy im obraz, może prawie na pewno spodziewać się płaczu, a nawet histerii. Wszystko przez to, że nagle odciął dziecku źródło ciągłej dopaminy, która odpowiada m.in. za odczuwanie satysfakcji.
Takie treści sprawiają, że cały mózg dosłownie tapla się w dopaminie. Jest pobudzony, szczęśliwy i jest mu bardzo przyjemnie. Aż nagle następuje nagła przerwa i źródło dopaminy zostaje odcięte. Dziecko doświadcza wtedy nagłego zjazdu. Może pojawić się płacz, krzyk, agresja, histeria, rzucanie przedmiotami. Nie dlatego, że dziecko rozumie, co się dzieje, że robi tego specjalnie, manipuluje. To reakcja układu nerwowego, nad którym dziecko nie panuje.
Ekrany, bajki, piosenki dla dzieci – czy to wpływa na diagnozę ADHD lub autyzmu?
W ostatnich latach mocno wzrosła świadomość na temat ADHD, czyli zespołu nadpobudliwości psychoruchowej. Wiemy już, że dziecko z taką diagnozą niekoniecznie musi być po prostu „niegrzeczne”, może za to mieć problemy ze skupieniem uwagi na jednym zajęciu czy dużą impulsywnością. W kontekście zbyt dużej ilości dopaminy płynącej z internetowych treści teoretycznie kierowanych do dzieci, może pojawić się pytanie, czy oglądanie tak intensywnych filmików może w jakikolwiek sposób wpłynąć na rozwój ADHD lub nawet zaburzeń ze spektrum autyzmu. Adrianna Dzięgielewska stawia sprawę jasno: – Trzeba to powiedzieć wprost: żadna bajka ani piosenka nie wywołuje autyzmu czy ADHD – przynajmniej nie w sensie medycznym.
Ale to, co wiemy na pewno, to fakt, że zbyt wczesny lub nadmierny kontakt z ekranami może zaburzać rozwój dziecka i prowadzić do objawów łudząco podobnych do tych obserwowanych w zaburzeniach neurorozwojowych.
Ekspertka wyjaśnia, że takie teledyski nie są tworzone przypadkowo. Projektuje się je tak, by jak najdłużej przyciągały uwagę dziecka i sprawiały, że będzie chciało do nich wracać.
– Szybkie tempo, jaskrawe kolory, głośne dźwięki i błyskawicznie zmieniające się sceny mają jeden cel: wywołać wyrzuty dopaminy. I tu pojawia się problem. Mózg, który przyzwyczaja się do łatwej, szybkiej nagrody, zaczyna gorzej tolerować wszystko, co wymaga wysiłku. Bo po co się starać, skoro możemy zalać mózg dopaminą natychmiast? Dorosły sięga po TikToka. Dziecko, po kolejny teledysk. Efekt? Coraz trudniej o skupienie, cierpliwość i tolerancję nudy. Nauka, zabawa czy zwykłe czekanie stają się frustrujące. A trzeba pamiętać o jednym: mózg małego dziecka dopiero się rozwija i to, czym go karmimy w tym czasie, tworzy fundament, na którym będzie funkcjonował przez całe życie.
Skutki zbyt częstej ekspozycji na ekrany w wieku dziecięcym
Co jednak w sytuacji, gdy rodzic nie zareaguje w odpowiednim momencie i nie oderwie dziecka od oglądania takich materiałów? Tak wychowywane kilkulatki już pojawiają się w gabinetach specjalistów. Nasza rozmówczyni tłumaczy, że takie dzieci są silnie pobudzone, mają trudności z koncentracją, cierpi też ich rozwój mowy. – Co minutę sięgają po inną zabawkę, nie potrafią się skupić na jednej czynności. Bardzo charakterystycznie wygląda też ich rozwój mowy. Takie dzieci śpiewają piosenki, recytują alfabet, liczą do 20, bez przerwy podśpiewują coś pod nosem, ale nie komunikują się z otoczeniem. Nie używają słów do rozmowy z drugim człowiekiem.
Rodzice często nie widzą problemu od razu, bo uważają, że skoro dziecko zna alfabet, to wszystko jest w porządku. Niestety, nie mają w tym racji. – Recytowanie i świadoma komunikacja to dwie zupełnie różne rzeczy. Dziecko nie może funkcjonować jak dyktafon. Często dochodzi do tego duża drażliwość, płaczliwość. Komunikacja opiera się głównie na krzyku. To dzieci przeciążone, rozregulowane i zdecydowanie potrzebujące pomocy specjalisty. W takich przypadkach konieczne jest zrobienie całkowitego detoksu od ekranów na czas terapii, żeby układ nerwowy mógł wreszcie odetchnąć i zacząć się regulować – podsumowuje ekspertka.
- Coraz więcej dzieci jest wpatrzonych w ekrany. Ekspertka szczerze o najmłodszym pokoleniu: „Skutki widzimy tu i teraz”
- Dzieci oglądają te bajki na potęgę, a rodzice nie wiedzą, jak bardzo im szkodzą! Ekspertka stawia sprawę jasno
- „Cały szereg zagrożeń”. Dlaczego nie powinniśmy publikować zdjęć dzieci w Internecie?
